Włączeni w Paschę

Włączeni w Paschę

Ten artykuł jest częścią cyklu Duchowość paschalna

Duchowość paschalna

Wszystkie nasze Paschy

Wszystkie nasze paschy

Pascha Jezusa

Pascha Jezusa

Tradycyjna wieczerza paschalna

Tradycyjna wieczerza paschalna

Czy Ostatnia wieczerza była Paschą

Czy Ostatnia Wieczerza była Paschą?

Włączeni w Paschę

Włączeni w Paschę

Homilia św. Jana Chryzostoma

Homilia Paschalna św. Jana Chryzostoma

Meliton z Sardes

Homilia Paschalna Melitona z Sardes

Homilia na Wielką Sobotę

Zstąpienie Pana do Otchłani

Ostatnia wieczerza - kontemplacja

Ostatnia Wieczerza – kontemplacja ewangeliczna

Z ojcem Stanisławem Łucarzem, jezuitą, filozofem, teologiem specjalizującym się w duchowości okresu patrystycznego oraz rekolekcjonistą rozmawiają Piotr Słabek i Marta Wielek

Jak rozwijała się refleksja na temat Pachy w chrześcijaństwie, u Ojców Kościoła? 

Trudno powiedzieć, jak wyglądało to na samym początku, bo przecież pierwszymi chrześcijanami byli Żydzi. Kiedy Pan Jezus mówi: „To czyńcie na moją pamiątkę”, to do czego się odnosi? My rozumiemy te słowa przede wszystkim w odniesieniu do Eucharystii: mamy ją sprawować na Jego pamiątkę. Ale można to ująć szerzej – jeśli wcześniej Pascha była obchodzona na pamiątkę wyjścia z Egiptu, to Jezus nadaje jej nowe znaczenie: odtąd ma być przeżywana jako pamiątka Jego samego. Pascha staje się Jego Paschą.

Skoro jednak Orygenes pisał: „Bracia, nie kompromitujcie się wobec braci Hebrajczyków i nie mówcie, że Pascha oznacza jedynie mękę i cierpienie” to znaczy, że musiały istnieć jakieś różnice interpretacyjne… 

Problem, o którym wspomina Orygenes jest związany z tym, że hebrajskie słowo Pesach oddano po grecku jako pascha, co brzmiało jak rzeczownik utworzony od czasownika paschein, czyli „cierpieć”. Chrześcijanom pochodzenia greckiego dość szybko termin „pascha” zaczął się więc kojarzyć właśnie z cierpieniem – tym bardziej, że Chrystus rzeczywiście cierpiał. W ten sposób powoli przesuwał się akcent interpretacyjny: z radości paschalnej na wymiar pasyjny. 

Na to właśnie reaguje Orygenes. Mówi: nie ośmieszajcie się przed braćmi pochodzenia hebrajskiego, bo Pascha nie oznacza cierpienia. Oznacza wyzwolenie, przejście ze śmierci do życia, wolność w Chrystusie Jezusie – św. Paweł mocno podkreśla: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”.  W swojej homilii paschalnej Orygenes wyjaśnia, że istotą Paschy jest właśnie wyzwolenie. 

Ojcowie Kościoła bardzo mocno akcentują ten wymiar Paschy. Pięknie widać to choćby w słynnej homilii paschalnej Melitona z Sardes. To jeden z najważniejszych tekstów wczesnochrześcijańskich o Passze. Meliton pisze więc o Chrystusie, który zstąpił z nieba na ziemię dla cierpiącego człowieka, przyjął ludzkie ciało, wziął na siebie cierpienie człowieka i przez śmierć pokonał śmierć. Został poprowadzony jak baranek na zabicie, ale właśnie przez to wybawił nas – jak Izraela z Egiptu – z niewoli świata i diabła.

To jest podstawowa idea paschalna u Ojców: wyzwolenie z niewoli diabła, tak jak niegdyś z ręki faraona. W tej najstarszej pobożności Chrystus jest Zwycięzcą, Królem. Krzyż nie jest przede wszystkim narzędziem hańby, ale drzewem życia, tronem chwały – jest znakiem triumfu. Celem życia chrześcijanina pozostaje nadzieja na zmartwychwstania i trwanie w radości paschalnej. 

Kiedy to się zmienia?

W średniowieczu pojawia się coś, co można nazwać pobożnością pasyjną. Coraz mocniej akcentuje się cierpienie Chrystusa. Zaczyna być postrzegany przede wszystkim jako cierpiący Sługa. Krzyż staje się narzędziem kaźni, a duchowość zostaje zdominowana przez współczucie dla boleści Pana Jezusa i pokutę za grzechy.

Ten nurt bardzo silnie rozwija się wraz z kulturą germańską, mniej więcej od IX–X wieku. Wówczas zaczyna się coraz wyraźniej oddzielać cierpienie od zmartwychwstania i paschalnej radości. Z czasem dochodzi do tego również cała teologia zadośćuczynienia, kojarzona zwłaszcza ze św. Anzelmem z Canterbury: Chrystus odkupił nas przez swoją mękę, przez ofiarę złożoną na krzyżu, przez spłatę długu zaciągniętego przez człowieka. To oczywiście bardzo ważny nurt teologiczny, ale jednocześnie zmienia on sposób przeżywania Paschy. Coraz mniej akcentuje się triumf życia nad śmiercią, a coraz bardziej aspekt bólu, pokuty, wynagrodzenia za grzech. Rozwija się pobożność pokutna, pojawiają się nabożeństwa pasyjne.

Warto pamiętać, że miało to także związek z sytuacją kulturową. Liturgia sprawowana była po łacinie, której ludy germańskie już nie rozumiały. Trzeba więc było przybliżać im tajemnice wiary przez obrazy, przedstawienia, misteria. Stąd rozwój widowisk pasyjnych, misteriów Męki Pańskiej, później także nabożeństw takich jak droga krzyżowa czy – znacznie później – Gorzkie żale. Wszystko to wyrasta z tego samego nurtu: pragnienia, by wierni mogli mocniej zanurzyć się w cierpienie Chrystusa.

Ten sposób przeżywania wiary bardzo mocno ukształtował Zachód. Wschód natomiast zachował duchowość paschalną, skoncentrowaną na zmartwychwstaniu i triumfie Chrystusa. 

Nie ma Ojciec wrażenia, że to przeakcentowanie aspektu pasyjnego ciągnie się za nami? I że nam trochę deformuje spojrzenie na Pana Boga?

Oczywiście, że tak. Ono jest bardzo głęboko zakorzenione w naszej kulturze, sztuce i mentalności. Jaki to się odbija na naszym obrazie Boga? Zwróćmy uwagę chociażby na wyrażenie „wola Boża” – w powszechnym odbiorze jest ono niemal z jednoznaczne z jakimś dopustem, cierpieniem, ciężarem… A przecież Pan Jezus mówi: „Moim pokarmem jest pełnić wolę Ojca”. Wola Boga nie polega na obarczaniu nas cierpieniem, ale na naszym zbawieniu. To, co Bóg dopuszcza, ma służyć życiu, a nie śmierci.

Jest szansa, aby to odwrócić?

Nie tak łatwo. Przez całe stulecia ten właśnie nurt kształtował naszą kulturę religijną. Kiedy Polska przyjmowała chrzest, pobożność pasyjna była już mocno rozwinięta. Przez tysiąc lat wzrastały w niej kolejne pokolenia. Dopiero Sobór Watykański II ponownie bardzo mocno położył akcent na Paschę jako przejście ze śmierci do życia, na radość paschalną. 

Ale ta perspektywa dla wielu brzmi wciąż trochę obco. Nawet jeśli w tekstach liturgicznych Wielkiego Postu pojawia się motyw radości, to dla współczesnej wrażliwości bywa on zaskakujący, bo Wielki Post kojarzymy niemal wyłącznie z pokutą i cierpieniem. Tymczasem liturgia widzi go już w perspektywie Paschy.

Myślę, że potrzeba jeszcze dużo czasu, by ta wizja rzeczywiście przeniknęła do wiernych, ale wcześniej także do sposobu myślenia wielu duszpasterzy.

Mówiliśmy do tej pory o Passze głównie w kontekście święta, któremu Pan Jezus nadał nowe znaczenie. Ojciec mówi jednak o duchowości paschalnej, czyli o sposobie myślenia, w którym nasza uwaga koncentruje się na elemencie przejścia: z niewoli do wolności, ze śmierci do życia, z ciemności do światła… W tym kluczu można byłoby chyba czytać całą historię zbawienia?

To jest bardzo głęboka intuicja biblijna. W Starym Testamencie Bóg jest Tym, który uśmierca i ożywia. To jest właściwość Boga: wyprowadzać życie ze śmierci. Człowiek potrafi jedynie zniszczyć życie, ale nie potrafi ze śmierci wzbudzić nowego życia. Tymczasem Bóg właśnie to czyni. I to jest najgłębsza istota Paschy.

Można w tym kluczu czytać całą Biblię i całą historię zbawienia. Wystarczy spojrzeć na czytania Wigilii Paschalnej. Pierwszym jest opis stworzenia świata: ciemność zalega nad otchłanią i Bóg mówi: „Niech się stanie światłość”. Już tutaj mamy pierwsze przejście – z ciemności do światła, a więc zapowiedź zwycięstwa życia nad śmiercią.

Drugie czytanie Liturgii Paschalnej to ofiara Izaaka. Noc, która rozbłyska światłem wiary.

Jeden z midraszy żydowskich mówi, że była jeszcze noc, kiedy Abraham przygotowywał się do złożenia swojego syna w ofierze. Patrzyli sobie długo w oczy i wtedy Izaak powiedział: „zwiąż mnie mocno, bym się nie opierał. Bo wtedy nieważna będzie twoja ofiara i obydwaj będziemy odrzuceni”. Uważano bowiem, że jeśli zwierzę składane na ofiarę wierzga, to nie jest ofiara właściwa. Izaak wie o tym. Ten midrasz tak to komentuje: zobaczcie, zobaczcie, wiarę na ziemi – ojciec ofiaruje swojego syna, a jego syn najdroższy nadstawia mu swą szyję. Interweniuje jednak Pan Bóg i Izaak jakby odzyskuje życie. 

Trzecia wielka noc, o której czytamy w czasie Wigilii Paschalnej, to oczywiście wyjście z Egiptu – przejście z niewoli do wolności, ze śmierci do życia. 

Potem następują czytania z ksiąg prorockich, które pokazują kolejne doświadczenie niewoli, zwłaszcza babilońskiej, jako powrót do „Egiptu”, do sytuacji śmierci i oddalenia od Boga. Właśnie wówczas rodzi się nadzieja mesjańska.

I wreszcie przychodzi ta Wielka Noc – noc zmartwychwstania Chrystusa. To ona dopełnia wszystkie wcześniejsze paschy.

Jak duchowość paschalna powinna się objawiać w codziennym życiu?

Można powiedzieć, że całe życie chrześcijańskie ma charakter paschalny. Kiedyś mówiłem o tym w kontekście rad ewangelicznych: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Każda z nich jest pewnym umieraniem po to, by otworzyć się na nowe życie od Boga.

W ubóstwie człowiek rezygnuje z materialnych zabezpieczeń, jakby oddawał swoje życie fizyczne w ręce Boga, i doświadcza, że to Bóg naprawdę je podtrzymuje. W czystości rezygnuje z pewnego naturalnego dopełnienia, jakie daje relacja mężczyzny i kobiety, i także przeżywa to jako formę ofiary. W posłuszeństwie z kolei oddaje swoją wolność, własną wolę – a to jest jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Jeśli jednak czyni to w zaufaniu Bogu, okazuje się, że Bóg potrafi z tego wyprowadzić życie.

Ale podobnych sytuacji jest w życiu znacznie więcej. Już samo rodzicielstwo ma charakter paschalny. Wychowanie dzieci, troska o rodzinę, rezygnacja z siebie dla drugiego człowieka – to wszystko jest formą umierania, które rodzi życie. Na tym właśnie polega miłość agape: stawać się darem dla drugiego. A stać się darem to znaczy w pewnym sensie tracić swoje życie.

I dokładnie to mówi Jezus: kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci je ze względu na Mnie i Ewangelię, zachowa je. To właśnie jest paschalność życia chrześcijańskiego.

Ta logika obejmuje wszystkie powołania. Św. Paweł mówi, że Chrystus umarł i zmartwychwstał po to, abyśmy już nie żyli dla samych siebie. Żyć dla Chrystusa to znaczy żyć swoim powołaniem: w kapłaństwie, w życiu konsekrowanym, w małżeństwie, w relacjach z ludźmi, których spotykamy. 

Czasem jest to bardzo trudne, ale właśnie w tym objawia się tajemnica Paschy.

Ale czy to nie jest dla nas trudniejsze właśnie przez to przeakcentowanie wymiaru pasyjnego? Bo jeśli koncentrujemy się na cierpieniu, a zmartwychwstanie i zwycięstwo Chrystusa jawi nam się jako bardzo mglista perspektywa, to trudniej znosić nam te problemy dnia codziennego, bo nie mamy takiego silnego doświadczenia Boga, który nas wyprowadza ze śmierci do życia?

To jest bardzo trafne spostrzeżenie. Śmierć – a szerzej: cierpienie, ból, strata – ma nad człowiekiem pewną siłę przyciągania. Można powiedzieć, że nas hipnotyzuje. Kiedy boli mały palec u nogi, przestaje się liczyć to, że całe ciało jest zdrowe – cała uwaga skupia się na tym jednym miejscu bólu.

Podobnie jest w życiu duchowym. Bardzo łatwo skoncentrować się na tym, co trudne, bolesne, ciemne, i nie dostrzegać już światła zmartwychwstania. A przecież Bóg daje nam doświadczać także tego, że jeśli człowiek przechodzi przez cierpienie z ufnością, to potem przychodzi zwycięstwo, przychodzi radość, pojawiają się błogosławione owoce.

Jezus sam porównuje to do kobiety rodzącej: rodzenie wiąże się z bólem, ale gdy dziecko przychodzi na świat, ból ustępuje miejsca radości. Tak samo jest w życiu chrześcijańskim. Wchodzi się nieraz w doświadczenia bardzo trudne, ale potem okazuje się, że właśnie przez nie przyszło nowe życie.

Może więc, kiedy Pan Jezus mówi: „Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z Wami”, to nie odnosi się to tylko do apostołów, tylko my wszyscy jesteśmy zaproszeni do niej?

W pierwszej kolejności dotyczyły tych, którzy z Nim byli – apostołów, uczniów, najbliższych. Ale Pan Jezus też zdefiniował przecież, kim są jego najbliżsi: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8,21). Chodzi więc o nas wszystkich. Wszyscy jesteśmy włączeni w tę Paschę. I każdy z nas przejdzie kiedyś przez taką ostateczną Paschę, kiedy nic nam już nie pomoże nam poza Nim.

Duchowość paschalna

Czy Ostatnia Wieczerza była Paschą? Homilia Paschalna św. Jana Chryzostoma

Może Cię również zainteresuje:

Przewijanie do góry