Duchowość paschalna
A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. Wtedy rzekł do nich: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał. Albowiem powiadam wam: Już jej spożywać nie będę, aż się spełni3 w królestwie Bożym». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: «Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże». Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!» Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: «Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. Lecz oto ręka mojego zdrajcy jest ze Mną na stole. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi według tego, jak jest postanowione, lecz biada temu człowiekowi, przez którego będzie wydany». A oni zaczęli wypytywać jeden drugiego, kto by mógł spośród nich to uczynić (Łk 22,14-23).
Siadam razem z nimi przy stole. Jest wieczór. Patrzę na Jezusa. Jego obecność skupia wszystko wokół siebie.
Słyszę Jego słowa:
„Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami…”
Te słowa zatrzymują mnie. Uświadamiam sobie, że jestem w miejscu, które było przez Niego chciane. Nie znalazłam się tu przypadkiem. To spotkanie jest odpowiedzią na Jego pragnienie, a nie tylko na moją obecność.
I przez chwilę nic więcej nie jest potrzebne. Wystarczy to jedno: On chciał, żebym tu była.
Patrzę na Niego dalej i widzę, że nie ucieka od tego, co nadchodzi. Jest świadomy, a jednocześnie całkowicie wolny. Jego uwaga nie jest skupiona na cierpieniu, ale na byciu z tymi, których kocha. Na dawaniu siebie.
„To jest Ciało moje…”
Zaczynam rozumieć, że nie chodzi tylko o słowa.
To jest sposób istnienia.
Sposób kochania.
On nie daje czegoś swojego.
On daje siebie.
Mogę tylko przyjąć.
Kielich.
„Za was…”
To słowo mnie zatrzymuje.
Nie „przez was”.
Nie „z powodu was”.
Za was.
Czyli: dla waszego dobra
z miłości
z wyboru
Kiedy mówi o przymierzu, uświadamiam sobie, że to jest coś, co ma trwać. To jest więź, która nie opiera się na zmienności nastrojów ani na ludzkiej doskonałości. To jest relacja zakorzeniona w Jego wierności.
I nagle wszystko się porządkuje.
Nie jestem tutaj dlatego, że wszystko we mnie jest idealne.
Jestem tutaj, bo On wybiera być ze mną.
Siedzę przy tym stole i przestaję analizować siebie. Moja uwaga wraca do Jezusa, do Jego gestów, do Jego spokojnej obecności. Widzę, że niczego nie cofa, niczego nie zatrzymuje dla siebie. Jego miłość nie jest ostrożna ani wyliczona. Jest pełna i oddana.
I w tej ciszy zaczynam rozumieć coś bardzo prostego, ale jednocześnie trudnego do przyjęcia:
że mogę być kochana w sposób, który mnie wyprzedza,
który nie zależy od mojego zrozumienia,
który nie czeka, aż będę gotowa.
Trwam chwilę w tym doświadczeniu.
Chleb w dłoniach.
Jego obecność przede mną.
I spokojna pewność, że to, co się tutaj dokonuje, jest czystym darem — miłością, która daje siebie, żeby być blisko.




