Samson - wiara, która ciąży

Samson – wiara, która ciąży

W lipcu 2012 r. drobne znalezisko archeologów z Uniwersytetu Tel Awiwu wywołało nieco zamieszania wśród badaczy tekstów biblijnych. W mieście Bet-Szemesz położonym 30 km na zachód od Jerozolimy, na podłodze jednego ze starożytnych domów, znaleziono niewielką (o średnicy 15 mm) pieczęć przedstawiającą nieuzbrojonego człowieka walczącego z lwem. Podobną scenę zawiera opowieść o Samsonie przedstawiona na kartach Księgi Sędziów.

Nie była to jedyna zbieżność. Analiza stratygraficzna wskazuje, że pieczęć pochodzi z XI w. przed Chr. — okresu, w którym tradycja biblijna lokuje działalność Samsona. Znaczące jest także samo miejsce znaleziska. Bet-Szemesz leży w pobliżu Sorei, miasta, w którym — według przekazu biblijnego — miał się urodzić Samson. Badania faunistyczne wskazują, że w tym czasie było to miasto izraelskie, położone na styku strefy osadniczej Filistynów. W takim krajobrazie opowieść o Samsonie przestaje być czystą baśnią. Nie staje się kroniką, ale nabiera ciężaru pamięci — wspomnienia o kimś, kto mógł istnieć, a z czasem urósł do rozmiarów legendy.

Wybrany

Już sama lektura Księgi Sędziów sprawia jednak, że trudno traktować Samsona jak bohatera historycznego w nowoczesnym sensie tego słowa. Jego dzieje noszą wyraźne cechy mitu heroicznego, znanego także z innych kultur starożytnego Bliskiego Wschodu. Niezwykłe narodziny, nadludzka siła, impulsywność i tragiczny koniec — wszystko to wpisuje się w rozpoznawalny schemat literacki.

Wszystko zaczyna się od braku: Manoach i jego żona nie mają dzieci. W świecie starożytnego Izraela bezpłodność była dla kobiety nie tylko prywatnym dramatem, lecz także znakiem społecznego upokorzenia i domniemanej nieprzychylności Boga. I to właśnie tej kobiecie — nie znamy jej imienia — objawia się anioł i zapowiada narodziny syna, który będzie nazirejczykiem i „zacznie wybawiać Izraela z rąk Filistynów”.

Nazireat nie był w Izraelu czymś powszechnym. Opisany w Księdze Liczb (Lb 6), stanowił szczególną formę oddania się Bogu — zazwyczaj czasową, rzadziej dożywotnią. Samson jest przypadkiem wyjątkowym: zostaje nazirejczykiem od urodzenia, nie z własnego wyboru. Ślub został złożony w jego imieniu — zanim mógł się na cokolwiek zgodzić lub nie. Nazirejczyk wyłączał się z normalnego rytmu życia wspólnoty. Nie pił wina ani żadnych napojów fermentowanych, nie obcinał włosów i unikał wszelkiego kontaktu ze zwłokami, co mogło na niego zaciągnąć rytualną nieczystość. Był to znak radykalnej konsekracji, ale też oddzielenia — nazirejczyk miał być kimś należącym do Boga.

Wiara dziedziczona

Samson nie potrafił się w tych ramach odnaleźć. I chyba nie chodzi nawet tylko o temperament, choć wrodzona impulsywność na pewno mu nie pomagała. W Biblii znajdujemy jednak przykłady co najmniej równie porywczych bohaterów, których losy nie układają się w tak dramatyczną historię. O co więc chodzi? Jest on raczej typem postaci, która została umieszczona w pewnym kontekście religijnym, zanim dokonało się jej osobiste spotkanie z Bogiem. Jest figurą tych wszystkich osób, żyjących także współcześnie, które zostały ukształtowane przez wierzące środowisko, ale same nie uwewnętrzniły tego doświadczenia.

Wiara nie jest przeżywana jako osobista relacja z Bogiem, ale jako raczej jako przestrzeń norm, które należy wypełniać. Owszem, czasem jest to konsekwencja ich wyborów — nie sięgnęli do skarbca wiary, nie próbowali zrozumieć, pogłębić, spotkać Boga… Ale niejednokrotnie jest to też wynik oddziaływania tych, którzy ich w tę przestrzeń wiary wprowadzali — tak bardzo skupili się na przestrzeganiu norm, że zapomnieli o tym, co jest ich prawdziwym źródłem.

Sekwencja zdarzeń

Autor biblijny przedstawia nam upadek Samsona w pewnej sekwencji zdarzeń. I to też jest znamienne. Zaczyna się niewinnie, ale każdy kolejny ruch pociąga za sobą konsekwencje. Najpierw — wbrew rodzicom i swoim powinnościom — Samson decyduje się poślubić Filistynkę, do której zapałał namiętnością. To jest pierwsze jego odstępstwo. Następnie czytamy o walce z lwem, którego napotkał przypadkiem na swej drodze. Dzięki nadludzkiej sile bohater rozdziera zwierzę gołymi rękami.

Wzmianka o tym, że była to walka wręcz, sugeruje czytelnikowi, że być może dotknął zwłok, a więc zaciągnął na siebie „nieczystość” — nie była to jednak sprawa oczywista. Niemniej Samson milczy o tym, co się wydarzyło. Na wszelki wypadek. Jakiś czas później już specjalnie zszedł z drogi, by obejrzeć padlinę lwa. Znalazł w niej rój pszczół i miód. Zabrał miód, zjadł a potem poczęstował nim również rodziców. Tu już nie ma żadnego „być może” — złamanie ślubów staje się oczywiste. Mamy więc w tej sekwencji zdarzeń ukrytą pewną prawidłowość: konkretne nasze wybory pociągają za sobą konsekwencje — jedna zła decyzja może pociągnąć za sobą kolejne. „Może”, ale nie musi.

Spirala przemocy

W historii Samsona sytuacja jednak eskaluje. Opowieść o ślubie Samsona w Timnie nie jest romantyczna. Izraelita bierze za żonę Filistynkę; wszyscy wiedzą, że to złe rozwiązanie. Filistyni, obawiając się Samsona, przydzielili mu trzydziestu „towarzyszy”. Oficjalnie — dla bezpieczeństwa. Faktycznie — dla kontroli. Samson odpowiedział prowokacją i zadał im zagadkę:

„Z pożerającego wyszło to, co się spożywa,
a z mocnego wyszła słodycz”.

Założył się o trzydzieści lnianych szat. Był pewien wygranej. Rzeczywiście filistyńscy weselnicy nie potrafi znaleźć odpowiedzi. W końcu wymusili na żonie Samsona, aby wydobyła od niego rozwiązanie zagadki. Gdy Samson się zorientował, co się wydarzyło, zapałał chęcią zemsty. Udał się do ich miejsca zamieszkania, zabił trzydziestu mężczyzn i przyniósł ich szaty, by „spłacić zakład”. Kiedy nieco ochłonął, dowiedział się, że jego żona została oddana innemu mężczyźnie. Złapał więc trzysta lisów, związał je parami za ogony, podpalił jak pochodnie i wypuścił na pola Filistynów. Zapłonęły zboża, winnice i gaje oliwne. Filistyni odpowiedzieli na to spaleniem jego żony i jej ojca, więc Samson zemścił się kolejną rzezią.

Nawrócenie

Mija jakiś czas i Samson ponownie się zakochuje — w Dalili, mieszkance doliny Sorek. Księga Sędziów nie podaje jej pochodzenia ani statusu społecznego. Wiemy tylko, że Samson ją kocha — po raz pierwszy narrator używa tu słowa oznaczającego głębokie uczucie, nie chwilowe pożądanie. Filistyńscy przywódcy zaoferowali Dalili ogromną sumę pieniędzy za poznanie tajemnicy jego siły. Samson najpierw ją zwodził, ale w końcu wyjawił sekret: gwarantem jego siły są długie włosy, dlatego że są znakiem jego nazireatu, przynależności do Boga. Kochanka podstępem obcięła mu więc włosy, a następnie wezwała Filistynów. Samson stanął do walki pewien swej siły. Nie wiedział bowiem, że Pan odstąpił od niego – bo wraz z utratą włosów pozbawił się ostatniego znaku swego oddania Bogu. Został pojmany i oślepiony.

Jego historia tu się jednak nie kończy. W niewoli filistyńskiej Samsonowi odrastają włosy, ale nie one są kluczowe — tylko zmiana jego postawy. Wreszcie dorasta do swej roli: zaczyna rozumieć, na czym polega jego rola, jakie zadanie Bóg przed nim postawił. Ginie tragicznie, ale ratuje swój naród.

Sędziowie Izraela – czas bez króla

Opowieść o Samsonie nie funkcjonuje w Biblii w próżni. Jest częścią większego cyklu narracyjnego zawartego w Księdze Sędziów, obejmującego okres między śmiercią Jozuego a ustanowieniem monarchii.

Izrael istnieje jako luźna konfederacja plemion, powiązanych wspólną tradycją religijną, ale rozdartych lokalnymi interesami. Sędzia (šōfēt) nie jest ani królem, ani sędzią w nowoczesnym sensie. To raczej charyzmatyczny wybawiciel: ktoś, kto w momencie zagrożenia zostaje „porwany przez Ducha JHWH”, gromadzi ludzi, odnosi zwycięstwo i na pewien czas stabilizuje sytuację. Każdy kolejny sędzia jest jednak coraz bardziej ambiwalentny moralnie aż po Samsona — samotnego, impulsywnego i niezdolnego do budowania wspólnoty.

Samson działa całkowicie samotnie. Nie zwołuje zgromadzenia plemion, nie prowadzi wojska, nie zawiera przymierzy. Jego walka z Filistynami ma charakter osobisty, niemal prywatny. Konflikt narodowy zostaje sprowadzony do serii aktów zemsty, prowokacji i odwetów. W strukturze Księgi Sędziów Samson pojawia się na samym końcu. Po nim nie ma już kolejnego wybawcy, który przywróciłby pokój. Następują za to opowieści o wojnie domowej, gwałcie i niemal całkowitym wyniszczeniu jednego z plemion Izraela. Słabość Samsona jest zapowiedzią — albo nawet symbolem — słabości całego narodu.

    Samsonowie

    Opowieść o Samsonie — jak każda narracja biblijna — jest podwójnie zakorzeniona. Z jednej strony powstała w konkretnym czasie, w określonym kontekście historycznym i politycznym, i służyła bardzo konkretnemu celowi. Z drugiej — jej niezwykła trwałość polega na tym, że nie wyczerpuje się wraz z tym kontekstem. Wciąż „działa”, bo dotyka czegoś, co pozostaje niepokojąco aktualne.

    W sensie historyczno-teologicznym opowieść o Samsonie jest częścią większej diagnozy epoki sędziów. Autor Księgi Sędziów pokazuje, dokąd prowadzi życie wspólnoty pozbawionej struktur, odpowiedzialności i trwałych ram. Samson nie jest tu wyjątkiem — jest kulminacją procesu. Ostatnim i najbardziej jaskrawym przykładem tego, co dzieje się, gdy charyzma zostaje oderwana od dojrzałości.

    Muszę, muszę

    Ale właśnie dlatego ta opowieść nie kończy się wraz z epoką sędziów. Ona trwa w nas. Można powiedzieć, że wokół nas jest wielu Samsonów, może sami nimi jesteśmy. Samson nie buntuje się wobec Boga otwarcie. Na pozór wszystko jest w porządku. Problem w tym, że jego życie zaczyna w pewnym momencie rozgrywać się na dwóch poziomach — tym zewnętrznym, w którym jest przywódcą Izraela i tym wewnętrznym, w którym nie radzi sobie ze swoimi namiętnościami i impulsami. Przypomina wielu wierzących ludzi, którzy funkcjonują w trybie „muszę”.

    Muszę ochronić rodzinę.
    Muszę utrzymać wspólnotę.
    Muszę być silny, bo inni nie dadzą rady.

    Nie mogę sobie pozwolić na słabość, nie mogę nawet dać innym poznać, że jestem słaby.

    Dlatego Samson milczy. Zbyt wielkie nadzieje są w nim pokładane, zbyt wielkie oczekiwania. To on ma chronić naród. On nie może szukać schronienia i zrozumienia u innych. Nie może się przyznać, że zawiódł. Mimo potęgi tkwiącej w jego mięśniach, brakuje mu tej wewnętrznej siły, jaką daje osobista relacja z Bogiem. To ona sprawia, że ludzie, których spotykamy na kartach Biblii, są w stanie podnieść się po upadku. I Samson w końcu też do tego dojrzewa. Nazireat, który wybrali dla niego rodzice w niemowlęctwie, staje się jego własną drogą dopiero w niewoli filistyńskiej — gdy mógł wreszcie skonfrontować się z konsekwencjami swoich wyborów. W tym sensie ta opowieść niesie — mimo dramatycznego finału — tchnie nadzieją. Bóg o nikim nie zapomina, nikogo nie skreśla. O każdego z nas walczy do ostatniego naszego tchnienia.

    Może Cię również zainteresuje:

    Przewijanie do góry